+48 572 306 710

Co robić nad Jeziorem Ślesińskim, jeśli nie masz motorówki?

Ślesin dorobił się opinii stolicy skuterów wodnych i trudno się dziwić — to jedno z niewielu miejsc w środkowej Polsce, gdzie silnik spalinowy na wodzie nie jest wykroczeniem, tylko normą. Kto raz widział lipcowe popołudnie na tafli jeziora, ten wie,
że motorówka jest tu u siebie.

Ale jest też drugi Ślesin, o którym mówi się rzadziej. Ten sprzed ósmej rano, kiedy woda jest gładka i pusta. Ten z wędką na pomoście, rowerem w lesie i wieczorem przy ogniu, kiedy jedynym dźwiękiem jest trzask drewna. Bo sporty wodne to nie tylko silnik i prędkość — deska SUP, kajak czy wędka też mają tu swoich miłośników, tylko rzadko trafiają na pierwszą stronę folderu. Jeżeli nie masz motorówki i wcale za nią nie tęsknisz, ten tekst jest o tym, co robić nad Jeziorem Ślesińskim, gdy szukasz raczej ciszy niż prędkości — i dlaczego ten kawałek wschodniej Wielkopolski to ciekawe miejsce na wyjazd, lepsze, niż mogłoby się wydawać.

 

Zanim zarezerwujesz domek nad Jeziorem Ślesińskim:

Nad Jeziorem Ślesińskim spokojnie wypełnisz weekend albo cały tydzień bez uruchamiania silnika. Rano woda należy do wioślarzy i wędkarzy, po południu do kąpiących się, wieczorem do tych, którzy siedzą przy ogniu. A kiedy zechcesz na chwilę zejść z wody, w promieniu godziny czeka kawałek Wielkopolski, którego większość turystów nigdy nie odkrywa — od bazyliki w Licheniu po Mysią Wieżę w Kruszwicy.
Sezon na wynajmowanie domków nad Jeziorem Ślesińskim trwa od wiosny do końca ciepłego września.

plaża nad jeziorem w Wielkopolsce - Ślesin

Utarło się przekonanie, że Jezioro Ślesińskie to wyłącznie domena fanów wysokich prędkości
i mocnych silników. Rzeczywiście, brak strefy ciszy w środku dnia przyciąga tu wielu motorowodniaków, ale ten sam akwen ma też zupełnie inne, cichsze oblicze. Jeśli myśl o spędzeniu urlopu w huku silników wywołuje u Ciebie niepokój, nie skreślaj tego regionu ze swojej mapy.
Kluczem do głębokiego wypoczynku na Farmie Wolnej Chwili nie jest posiadanie patentu sternika,
ale umiejętność korzystania z rytmu dnia. Rano, zanim woda zacznie falować, tafla jeziora należy wyłącznie do wędkarzy i miłośników desek SUP. Kiedy zechcesz uciec od słońca, tuż za ogrodzeniem czekają ciche, leśne ścieżki rowerowe, a wieczór – po zachodzie słońca – to już tylko prywatna balia z gorącą wodą i trzask drewna w ognisku. Sprawdź, co wschodnia Wielkopolska ma do zaoferowania tym, którzy zamiast licytować się na moc koni mechanicznych, wolą rozmawiać o przeczytanych na tarasie książek.

Poranek na wodzie, kiedy silniki jeszcze śpią

Najlepszą porę na Jeziorze Ślesińskim wyznaczają nie godziny otwarcia wypożyczalni, tylko rytm samego jeziora. Wcześnie rano, zanim z portu wyjedzie pierwszy skuter, woda potrafi być gładka jak szkło — i przez tę godzinę czy dwie należy wyłącznie do desek SUP, kajaków i miłośników wędkarstwa.

Deska SUP jest najprostszym sposobem, żeby z tego skorzystać. Na Farmie Wolnej Chwili dwie deski czekają w cenie pobytu, więc nie musisz niczego wozić ani wypożyczać — wystarczy zejść na pomost i wypłynąć. Poranne wiosłowanie po pustej tafli jest na tyle spokojne, że wielu gości zaczyna od niego dzień zamiast od telefonu. Jeżeli chcesz spróbować swoich sił na desce SUP, to właśnie ten poranny spokój jest twoim sprzymierzeńcem — bez fal od motorówek dużo łatwiej złapać równowagę. Kajak, łódkę czy rowerek wodny wypożyczysz z kolei w Ślesinie, w kilku miejscach przy plaży miejskiej w Ślesinie, i wtedy zamiast krążyć wokół pomostu, ruszasz na dłużej — bo Jezioro Ślesińskie łączy się z sąsiednim Mikorzyńskim i Pątnowskim, więc na wodzie można spędzić pół dnia, nie zawracając ani razu tą samą drogą.

Osobny rozdział to wędkowanie, bo tutaj Jezioro Ślesińskie ma argument, którego nie ma prawie żaden inny akwen w tej części Polski. Woda w tym jeziorze przepływa przez otwarty układ chłodzenia konińskich elektrowni „Konin” i „Pątnów” i wraca do niego o kilka stopni cieplejsza niż w typowych zbiornikach. Brzmi jak techniczny detal, ale dla ryb oznacza to dłuższy okres żerowania, a dla ciebie sezon, który trwa wtedy, gdy gdzie indziej wędki wracają już do szafy. W tej cieplejszej wodzie dobrze rosną karpie, amury, leszcze i płoć, a na drapieżniki — szczupaka, sandacza, okonia — poluje się przy podwodnych górkach
i krawędziach. Żeby łowić ryby legalnie, potrzebujesz karty wędkarskiej i pozwolenia okręgu PZW Konin (najprościej kupić je online), bo to woda publiczna, regularnie kontrolowana. W zamian dostajesz dostęp do łowiska, które lokalni wędkarze uważają za jedno z ciekawszych w regionie.

Ślesin, którego nie widać z plaży

O samym Ślesinie łatwo pomyśleć jak o zwykłym zapleczu — miejscu, gdzie kupisz pieczywo i lody, i tyle. To krzywdzące uproszczenie, bo miasteczko ma swoją historię i kilka miejsc, dla których warto zejść z koca.

Na skraju Ślesina stoi Brama Napoleona. Jest to klasycystyczny łuk triumfalny, który mieszkańcy wznieśli w 1812 roku na cześć przemarszu Cesarza
w drodze na Rosję. Napoleon ostatecznie wybrał inną trasę i Ślesin ominął, więc łuk został pomnikiem wydarzenia, które się nie zdarzyło, co ma w sobie pewien melancholijny urok. Tuż obok, przy ulicy Napoleona, działa Lodziarnia Walczaka, którą okoliczni polecają z uporem godnym lepszej sprawy, i po jednej gałce trudno się z nimi nie zgodzić.

Miasteczko leży na przesmyku między jeziorami, więc naturalnie wrosło w wodę — z przystani w Ślesinie wypływają rejsy, a stąd blisko do szlaków, które prowadzą wzdłuż brzegów. Ta bliskość sprawia, że Ślesin sprawdza się jako baza wypadowa lepiej, niż na to wygląda z parkingu przy plaży.
Wystarczy przejechać kilka kilometrów w bok od głównej promenady, żeby trafić na leśne ścieżki, ciche zatoki i drogi, którymi w sezonie nie jedzie prawie nikt.

Na rowerze i pieszo, kiedy chcesz zejść z wody

Okolica Ślesina jest stworzona do dwóch kółek. Prowadzą tędy oznakowane szlaki rowerowe. Jako gospodarze Farmy polecamy gościom szczególnie dwie pętle, które zaczynają się nieopodal i wiodą przez Stary Licheń i okoliczne wsie — jedną krótszą, na dwie godziny spokojnego pedałowania, i drugą dłuższą, na pół dnia z przystankami. Obie prowadzą przez las i wzdłuż brzegów, z dala od ruchu, i obie kończą się tam, gdzie się zaczęły — czyli przy wodzie.

Jeżeli wolisz chodzić, wystarczy wyjść za furtkę. Ścieżki wokół zatoki nadają się na krótki spacer przed śniadaniem albo po kolacji, kiedy trzeba przewietrzyć głowę, a lasy wokół Ślesina bywają na tyle ciche, że przy odrobinie szczęścia zobaczysz sarnę albo bażanta, zanim one zobaczą ciebie. Od sierpnia do października dochodzi do tego grzybobranie — koźlaki i podgrzybki rosną w okolicznych lasach same, choć konkretnych miejsc nie zdradzi ci żaden miejscowy, więc trzeba pochodzić i poszukać na własną rękę.

Wieczory, dla których warto tu przyjechać

Dzień nad jeziorem kończy się wolniej, niż się zaczyna. Kiedy słońce schodzi za drzewa, centrum życia przenosi się z wody do ogrodu — do ognia, do grilla i do bali.

Ognisko i murowany grill czekają gotowe przy każdym z domków, więc kolacja nie wymaga niczego poza tym, co przywieziesz do włożenia na ruszt.
Wieczór przy ogniu to zwykle ten fragment pobytu, który dzieci wspominają najdłużej — a i dorosłym zdarza się przy nim zapomnieć, po co właściwie wyciągali telefon. Dla tych, którzy chcą się rozgrzać głębiej, przy domku stoi drewniana balia — wanna z gorącą wodą podgrzewaną piecem na drewno,
w zadaszonej altanie. To usługa dodatkowo płatna, rezerwowana z wyprzedzeniem, więc jeśli myślisz o wieczorze w parującej wodzie, warto zaznaczyć to przy rezerwacji. Najlepiej działa wiosną i jesienią, kiedy chłodne powietrze kontrastuje z ciepłą wodą i wychodzi z tego coś na kształt skandynawskiego SPA
w zasięgu domku, który wynajmujesz.

Zostaje jeszcze niebo. Farma leży kilka kilometrów od centrum Ślesina, z dala od większej zabudowy i ulicznego światła, więc w bezchmurny wieczór nad pomostem widać znacznie więcej gwiazd, niż pamiętasz z miasta — łącznie z Drogą Mleczną, a w połowie sierpnia ze spadającymi Perseidami.
Nie potrzeba do tego żadnego sprzętu, tylko koca i chwili, aż oczy przywykną do ciemności.

Atrakcje wokół Ślesina — godzina drogi i pół Wielkopolski do zwiedzenia

Bywają dni, kiedy pada, albo kiedy po prostu chce się zobaczyć coś poza brzegiem jeziora. Wtedy okazuje się, że Ślesin siedzi w całkiem gęstym kawałku mapy, a najciekawsze atrakcje Ślesina i okolicy leżą w promieniu godziny drogi — kilka miejsc, z których każde wypełnia pół dnia.

Najbliżej, raptem kilka kilometrów dalej, jest Licheń z jedną z największych świątyń w Polsce. Nawet jeśli strona religijna cię nie porusza, warto wjechać na tamtejszy taras widokowy — przy dobrej pogodzie widok sięga kilkudziesięciu kilometrów, aż po horyzont wschodniej Wielkopolski, i dopiero stamtąd widać, jak bardzo ta okolica jest posiekana wodą. Nieco dalej, w Gosławicach pod Koninem, stoi średniowieczny zamek z muzeum regionalnym — mała, kameralna warownia, która robi więcej wrażenia, niż zapowiada jej rozmiar. Po tej samej stronie leży Jezioro Turkusowe, zalane wyrobisko po kopalni węgla brunatnego
o barwie, która wygląda jak z zupełnie innego klimatu; kąpać się w nim nie wolno, ale na zdjęcia i krótki spacer nadaje się znakomicie.

Z dziećmi sprawdzi się koniński Park Mikroskala z kilkudziesięcioma makietami, a jeśli masz ochotę na dłuższą wyprawę, warto przekroczyć granicę województwa i dojechać do Kruszwicy nad Gopłem, gdzie stoi Mysia Wieża — pozostałość zamku i bohaterka legendy o królu Popielu. Jedna rada płynąca z doświadczenia: nie próbuj zaliczyć wszystkiego w jeden dzień. Wybierz jeden kierunek na przedpołudnie, wróć na popołudnie nad wodę i zostaw wieczór dla ognia. Wyjazd, w którym goni się od atrakcji do atrakcji, męczy bardziej niż praca, od której się ucieka.

Zanim zarezerwujesz domek nad Jeziorem Ślesińskim

Okazuje się, że pytanie, co robić nad Jeziorem Ślesińskim bez motorówki, ma zaskakująco długą odpowiedź. Ten akwen potrafi być dwoma różnymi miejscami naraz — dla jednych jest torem dla motorówek, dla innych cichą wodą, po której najlepiej płynie się o świcie, i punktem wyjścia do okolicy, która nie opatrzyła się jeszcze tak jak Mazury czy morze. Który Ślesin dostaniesz, zależy głównie od godziny, o której wstajesz, i od tego, czego szukasz.

Warto przy tym wiedzieć, że to drugie szybsze, oblicze jeziora jest równie rozbudowana — i wcale nie kończy się na skuterze wodnym. Na tej samej wodzie działa wyciąg do wakeboardu i nart wodnych, trenuje się windsurfing i eFoil, a kilkanaście kilometrów dalej leżą jedne z ciekawszych nurkowisk w Polsce, z zatopionym lasem i wrakiem śmigłowca na dnie. Jeżeli w Twojej ekipie jest ktoś, kto na widok gładkiej tafli myśli raczej o prędkości niż o ciszy, wszystko to rozpisaliśmy w osobnym tekście o sportach wodnych na Jeziorze Ślesińskim. Dobra wiadomość jest taka, że oba te światy mieszczą się tu obok siebie — wystarczy inaczej rozplanować godziny.

Jeżeli szukasz cichszej wersji — z porannym SUP-em, wędką z pomostu, rowerem w lesie i wieczorem przy ogniu — domek nad Jeziorem Ślesińskim na Farmie Wolnej Chwili jest niezłym punktem, z którego można to wszystko ogarnąć. Reszta, czyli sama okolica, czeka już na miejscu.